Blog > Komentarze do wpisu

Gra w podglądanie.

Odkąd pamiętał, patrzenie na innych było jego fascynacją. Nie umiał się oprzeć. Zwłaszcza, że większą część swojego czasu przebywał na wózku. Już dawno pozbył się złudzeń, że może być i robić jak inni. Miał wrażenie, że jest tylko zbędnym trybikiem w społeczeństwie.

Kiedyś było inaczej, kiedyś jeszcze próbował żyć jak inni. Dzisiaj nie jest już taki młody i nie ma tyle siły. Pozbył się złudzeń. Od jakiegoś czasu jego kalectwo stało się wielkim brzemieniem i z roku na rok ciążyło mu coraz bardziej. Jego myśli wybiegały nawet do rozważań o samobójstwie, jednak na razie, nie umiał się na to zdobyć. Przez tą niemoc, jego samoocena była jeszcze niższa. Uważał siebie za tchórza, człowieka bez odwagi.

Zupełnie inaczej czuł się w trakcie gapienia się na innych. Wtedy miał wrażenie, jakby jego życie nie było jego, a podglądanie stawiało go w roli Boga, wszechwidzącego Stwórcy. Uwielbiał swoje okno na trzecim piętrze kamienicy. Mógł z niego patrzeć z góry na to co się dzieje. Jego ego nie cierpiało, jego ego bardzo zadowalało się patrzeniem.

Najlepsze dni do podglądania to dni ciepłe. Słońce utrzymuje się wtedy długo na horyzoncie, pełno dzieciaków kręci się na chodnikach i mnóstwo ludzi spaceruje, spotyka się, pije piwo pod sklepem, przebiega beztrosko przez ulice. Uchylone okno sprawia, że można usłyszeć ich głosy i podsłuchać o czym rozmawiają. Także wieczorami nie jest inaczej. Młodzież spotyka się w bramach piją piwo, palą, czasami uprawiają seks. Letnie noce są idealne na bezsenność, która go dręczy. Dzieje się w nich tyle co w trakcie przeciętnego dnia. A może nawet i więcej.

Teraz jest wczesna jesień i nie ma za bardzo na co patrzeć. Dzieci i dorośli szybko zwijają się do domu z powodu chłodnych od wilgoci wieczorów. Ledwie wymieniają powitania. Są również takie dni, kiedy non stop pada. Wtedy jest najgorzej, bo nie ma na co patrzeć. Tylko od czasu do czasu pojawia się ktoś na rutynowym spacerze z psem. Jednak zazwyczaj wszyscy się gdzieś spieszą i uciekają przed kroplami deszczu, jakby ten miał ich zabić albo roztopić. W takie dni bardzo tęskni za latem. W takie dni często płacze, bo nie ma czym zająć myśli.

Ostatnio kupił sobie wojskową latarkę. Dosyć długo mierzył się z tym pomysłem, ponieważ nie umiał znaleźć w sobie odwagi, żeby dokonać tego zakupu. Dopiero jak zobaczył ją, jak wchodzi do bramy naprzeciwko, postanowił zrealizować ten zamiar. Sprzęt był świetny, co więcej rozszerzał jego pole zainteresowań do obcych mieszkań. Gdy zaglądał tak przez firanki, czuł jakby zwiedzał zupełnie nowe światy a każdy z tych światów wydawał mu się równie fascynujący. Oczywiście najbardziej fascynującym był jej świat.

Zobaczył ją kiedyś w trakcie codziennych godzin spędzonych w oknie. Wysiadała z taksówki z jedną dużą torbą i dwoma małymi. Wyglądała jakby przyjechała na miesiąc zwiedzać miasto i czasowo zatrzymała się w mieszkaniu naprzeciwko. Była wyjątkowa. Od samego początku nie mógł oderwać od niej wzroku. Uwielbiał ten jej chłód i zamyślone czoło a także rudą grzywkę miękko opadającą na blade czoło. Była idealna, może nie piękna, ale idealna.

Podglądanie jej to był dla niego rarytas. Rano zdążał tylko zobaczyć jak podnosi rolety i szybko wyskakuje z bramy uciekając na pobliski przystanek tramwajowy. Wieczorem... Wieczorem to co innego. Wtedy miał jej trochę więcej. Oczywiście najwięcej miał latem, teraz jesienią, musiał zadowolić się nią tak przez dwie może trzy godziny. Wczesny zmierzch powodował, że szybko zasłaniała okna, a wtedy nie można było zobaczyć już nic. Dzień w dzień jego chęć patrzenia na nią wzrastała. Nienawidził tej jesieni i nawet nie chciał myśleć o zimie. Wpadał w szał gdy zasłania okno. Za każdym razem chciał jeszcze chwilę na nią patrzeć. Było to jak nałóg. Frustracja, gdy zasłoniła mu widok, potrafiła sięgnąć zenitu. Wpadał w szał i umiał rozwalać wszystko co stanęło mu na drodze. Zaś, gdy do pokoju wbiegała zrozpaczona matka, potrafił uderzyć nawet ją. Gdy szał mijał, czuł wyrzuty sumienia, że tak się denerwował i przepraszał matkę ze łzami w oczach. Przecież nie wiedział co w niego wstąpiło. On wcale nie chciał.

Pamiętał dobrze, te chwile, gdy naga stała przed lustrem i patrzyła na swoje ciało z bardzo krytycznym spojrzeniem. Mógł wtedy przypatrywać się jej piersiom. Wtedy podobała mu się jeszcze bardziej. Taka naga i bezbronna. Podobało mu się jeszcze coś, ta jej nieświadomość, że on jest tuż za nią, że patrzy na nią i może pożerać wzrokiem, zupełnie bezkarnie. Uwielbiał również te wszystkie poranki, kiedy nie mogąc zdecydować co ubrać, po prostu stała przed lustrem. Jej ciało w bieliźnie podobało mu się równie bardzo, jak jej kompletna nagość.

Około dwóch tygodni temu wróciła do domu z jakimś mężczyzną. Widział, że bawili się bardzo dobrze. Śmiali się i uśmiechali do siebie. Nie wiedział kim on jest, a jednak czuł się zazdrosny. Niepokoiło go to jej spotkanie. W końcu ona należała do jego świata, a ten człowiek mógł ją stamtąd zabrać. Na samą myśl wszystko w nim kipiało. Zaczął gorączkowo obgryzać paznokcie. Gdy zasłonili okna złość w nim wezbrała do maksimum. Czuł, że krew uderza do głowy i że zaraz zacznie wyć. Powstrzymał się. Ostatnio znowu był niemiły dla matki i obiecał poprawę, jednak jakby teraz weszła to nie odpowiada za siebie. Patrzył z niezwykłą czujnością na bramę. Obcy wyjdzie, czy zostanie u niej na noc? Nawet nie chciał o tym myśleć, że ktoś inny mógł na nią patrzeć, jak leży naga na łóżku. Gdy jego myśli błądziły ku zazdrości i frustracji, nagle brama się otworzyła i tajemniczy gość wyszedł. Skierował się na wschód. Odetchnął z ulgą. Wszystko wróciło do normy a niedawny incydent postanowił odłożyć głęboko na tyły świadomości, żeby odegnać niepokój. Nie chciał pamiętać.

Noc była dla niego bardzo niespokojna. Nie mógł zasnąć, dręczył go widok nieznajomego mężczyzny w jej mieszkaniu. W końcu gdy z wyczerpania zasnął również i we śnie nie zaznał odpoczynku. Marzenie senne zamieniło się w koszmar.

Następnego dnia wstał później niż zwykle i przeoczył poranny moment, gdy mógł chociaż przez chwilę na nią popatrzeć. Cały dzień był jakiś dziwny ponieważ co chwilę nieco padało i przez to na ulicy nie wiele się działo. Późnym popołudniem w końcu się rozpogodziło i ulica ożywiła się w typowy dla siebie sposób.

O spodziewanej godzinie zobaczył ją, jak wracała z pracy. Słońce napawało go optymizmem ponieważ pewnie nie będzie chciała tak szybko zasłonić okien. Jakiś mężczyzna zaczął za nią iść kierował się do tej samej bramy co ona. Wyglądał nieco dziwnie a na twarzy miał jakiś dziwny wyraz. Chyba się nie znali, nie widział, żeby doszło między nimi do jakiegoś namacalnego kontaktu. Obcy wszedł za nią do kamienicy. Wydawało mu się, że to chyba ktoś z tej ulicy, nie mógł sobie przypomnieć gdzie widział tego człowieka.

Czekał aż ona pojawi się w mieszkaniu. Nagle zobaczył jakiś ruch. Nie mógł uwierzyć, obcy mężczyzna był w jej mieszkaniu. Przez chwilę pomyślał, że pewnie to jej kolejny kochanek. Jednak zobaczył, że obcy niesie ją na rękach, wyglądała tak jakby nie oddychała, zabił ją?

niedziela, 02 grudnia 2012, rabindranatha
Tagi: podglądanie

Polecane wpisy

  • Twarzołap

    Idziesz ulicą, nic się nie dzieje. Wiatr wieje jak co dzień, słońce nieco prześwieca między chmurami. Lekki błękit wprawia w Ciebie dobre samopoczucie. Czerń as

  • Czekając na.

    Mamy skończyć ten świat, już za dwa dni. W sumie nie my, sam ma się skończyć. Unicestwić, tak by nie zostało nic, chociaż niektórzy twierdzą, że pozostanie bezp

  • Gimnastyka z czasem

    Czy myślałeś kiedyś, drogi Czytelniku, o czasie? O tym, jak pięknie przepływają pory roku, jak powoli sączą się minuty. Jak nieubłaganość przemijania rozbrzmiew

  • podglądacze

    Kaj wraca z Moną z przedszkola. Dochodzą do naszego domu, wokół którego wyrosło rusztowanie. Kaj skomentował to: - O, teraz będą mogli zaglądać nam do mieszkani